Szpieg Stalina - Fragmenty - 3

Rozdział 11. Sprawa „Vivaldiego”

Wolność seksualna była częścią radzieckiego eksperymentu. Aleksandra Kołłontaj, rewolucjonistka i dyplomatka, w wystąpieniach publicznych wyrażała przekonanie, że prawdziwy socjalizm nie może być osiągnięty bez radykalnej zmiany postaw wobec seksualności, poddanych dotąd opresyjnym normom, w których widziała kontynuację burżuazyjnej zachłanności. W swych Tezach o komunistycznej moralności w sferze związków małżeńskich, powtarzając za bohaterem Czernyszewskiego, oświadczyła, że seksualność jest równie naturalnym ludzkim instynktem jak głód i pragnienie. Kiedy już komunizm stanie się rzeczywistością, rodzina – tak jak państwo – uwiędnie. Kołłontaj przestrzegała mężczyzn i kobiety przed tęsknotą za tradycyjnym życiem rodzinnym. (Mieszkając za granicą, Dmitrij nie był na bieżąco, jeśli chodzi o sprawy w kraju. Na początku lat trzydziestych, kiedy Stalin dzierżył już pełnię władzy, okres pochwalania wolności seksualnej jako głównego czynnika dezintegracji rodziny powoli dobiegał końca. Stalin dopilnował, by instytucja małżeństwa i rodziny została w pełni przywrócona)

Pisząc po trzydziestu latach, które upłynęły od tego epizodu, Dmitrij nie przypomina sobie, by wahał się choć minutę, zanim przedstawił żonie tę niecodzienną propozycję. Kiedy już zaplanował skorumpowanie „Vivaldiego”, jako człowiek czynu nie zastanawiał się dwa razy nad poświęceniem swojej partnerki.

Rozdział opisujący tę akcję Dmitrij opatruje mottem zaczerpniętym z Ewangelii według świętego Jana (15, 13): „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Jednak tytułuje go Według świętego Jana?... Hm... Nie wiem. Niejednokrotnie zdradzający ambiwalencję uczuć w ważnych chwilach życia, z perspektywy czasu nie był już taki pewien, że wydanie Jolanty za obcego człowieka w imię większej sprawy było rzeczą słuszną. „Czy popełniłem błąd? – pyta samego siebie. – Czy była to zbrodnia, czy akt heroizmu?” Rozważając to, dochodzi ostatecznie do wniosku, że było to z jego strony poświęcenie, „największe, na jakie kiedykolwiek się zdobył, znacznie większe, niż gdyby miał poświęcić własne życie”. W czasie przeprowadzania tej operacji czuł, że „oddał najlepsze, co miał, i nic innego nie pozostało”. Nie przypomina sobie, by odczuwał zazdrość wobec pułkownika „Vivaldiego”. Co więcej, polubił nawet tego szanowanego i uczciwego człowieka i pocieszał się myślą, że żona znalazła się w ramionach kogoś przyzwoitego.

Naturalnie wiedział doskonale, że trudno będzie namówić Jolantę na realizację tego planu. „Nie miałem doświadczenia, jeśli chodzi o to, jak wydać ukochaną żonę za innego w imię osiągnięcia społecznie użytecznych celów” – przyznaje. Postanowił odwołać się do jej komunistycznych przekonań i – jak się wyraża – „przenieść delikatny temat z poziomu codziennej i monotonnej egzystencji na wyżyny czynu pełnego poświęcenia i heroizmu”.

Usiedli na ławce parkowej w Davos, wówczas ich stałym miejscu pobytu. Mówiąc ściślej, to ona mieszkała tam cały czas, a on odwiedzał ją w miarę możności jak najczęściej, kiedy tylko praca mu na to pozwalała. Czasem upływały miesiące, nim ją zobaczył, tak jak wtedy, gdy „prowadził” Oldhama w Londynie. Rozmawiając z nią teraz, podkreślił najpierw, że ogromna pensja, którą otrzymują za swoją pracę, wymaga, by dawali z siebie więcej – by nie tylko „tańczyli wokół ognia, ale [też] skoczyli w niego”. Rzeczywiście ich miesięczny dochód był niezwykle wysoki. Dmitrij otrzymywał najwyższe radzieckie wynagrodzenie (sowmaksimum): pięćset rubli w złocie, a Jolanta trzysta. Wraz z wydatkami na hotele i podróże sowiecki wywiad zagraniczny płacił im ponad dwanaście razy więcej, niż zarabiał radziecki robotnik w owym czasie.

Tak więc, dowodził, są moralnie zobowiązani robić znacznie więcej niż w przeszłości, aby zasłużyć na tak wysokie uposażenie i spełnić oczekiwania swojej epoki – epoki wielkiego moralnego entuzjazmu. Przypomniał jej, jak poznali się w Pradze i jak przysięgli wierność ideałom, które podzielali. Czyż nie obiecali sobie, że nigdy nie staną się „bohaterami z książeczkami czekowymi w kieszeniach”? Że bez reszty poświęcą się sprawie i będą walczyć bezkompromisowo, by zatriumfowały najbardziej światłe idee znane ludzkości? Czy takie oddanie nie usprawiedliwia „odrzucenia wszystkiego, co osobiste i doczesne”?

W sytuacji, kiedy zbliża się wojna, nie ma czasu na wahanie. Muszą działać i zdobywać się na najwyższe poświęcenia, do jakich się zobowiązywali przysięgą.

Powiedziawszy to wszystko, wyjaśnił, na czym polega jej rola w tej ważnej operacji: kiedy już poślubi Francuza i sprawy się unormują, zrobi odcisk kluczy od sejfu. Wtedy on, Dmitrij, będzie mógł zakraść się do gabinetu i sfotografować zawartość skrytki.

W pierwszej chwili Jolanta pomyślała, że mąż działa pod przymusem, że za tym wszystkim stoi jego zwierzchnik Borys Berman – ten sam, który ucieszył się niezmiernie, gdy jej gruźlica posłużyła za znakomitą przykrywkę dla sowieckiej siatki szpiegowskiej w Europie – i że to za jego namową Dmitrij nakłania ją, by „wskoczyła w ogień”. On jednak zapewnił, że sam wpadł na ten pomysł. Wyraził zdziwienie z powodu jej niechęci wobec tego, czego od niej oczekiwano, i przypomniał, że bądź co bądź ich małżeństwo jest „otwarte”.

Jeszcze w Pradze zdawali sobie sprawę, że choć na zawsze pozostaną bratnimi duszami, to sam charakter ich pracy i częste długie nieobecności – realnie rzecz biorąc – uniemożliwiają zachowanie cielesnej wierności. Zgodzili się na to bez protestów, a potem żyli i działali zgodnie z tą niepisaną umową. Jako przykład jej faktycznej akceptacji takiego stanu rzeczy przypomniał pewien
epizod z Berlina początku lat trzydziestych. Kiedy odwiedził ją w szpitalu, gdzie ledwie przeżyła niebezpieczną ablację nerwów płucnych, i zobaczył, że jest bezradna i niezdolna nawet podnieść głowy z poduszki, zachciało mu się płakać. Wyciągnął chusteczkę z kieszeni, a ona popatrzyła na niego i po raz pierwszy od wielu miesięcy uśmiechnęła się „figlarnie, wręcz radośnie”. Okazało się, że zamiast chusteczki wyjął niechcący z kieszeni... majtki, które „zdjął poprzedniej nocy pewnej ładnej dziewczynie”.

I czyż nie rewanżował jej się taką samą wyrozumiałością? Kiedy wybierał się do Davos, zawsze dzwonił w drodze, by wiedziała, że przyjeżdża; tym samym dawał jej czas na usunięcie wszelkich śladów niewierności: krawatów innego mężczyzny, skarpet, czegokolwiek.
– Nie modliłaś się do mojego obrazu przez te wszystkie lata pracy wywiadowczej – podsumował. – Więc jaka to teraz różnica?
Jolanta przez chwilę patrzyła na niego skamieniała, a potem wydusiła z siebie:
– Powiedz mi, czy Berman i pozostali twoi szefowie wysłaliby swoje żony
do czyjegoś łóżka?
Dmitrij od razu zbył jej argument, oświadczając, że to bez znaczenia.
– Każdy jest odpowiedzialny za własną duszę – dodał.
Był późny wieczór; poszli spać, nie rozwiązawszy sprawy. Jednak w środku nocy Jolanta nagle go obudziła. Ubierając się pospiesznie, oznajmiła przez łzy:
– Chcesz ze mnie zrobić dziwkę! Jak śmiesz! Co mają z tym wspólnego twoje telefony? Te zdrady wynikały z konieczności, z samotności. A to, o czym mówisz, jest najzwyklejszą prostytucją!

     (   |   2   |  3  |  4  | ... następna strona>>)