Dawno, dawno temu ...  - Fragmenty - 3

Przez całe nasze dzieje – począwszy od średniowiecznych warsztatów, a skończywszy na adaptacji loftów w krajach Unii Europejskiej – my, Polacy, zawsze byliśmy znani ze złotych rąk. Nasze umiejętności obejmują naprawę wozów drabiniastych i komputerów, konstrukcję maszyn i domowy wypiek weselnych tortów, budowę wiejskich kościołów i amerykańskich drapaczy chmur. I to wszystko bez otwierania książki, występowania o pozwolenia czy sporządzania projektów. A ponieważ zaloty do pięknej dziewczyny przy użyciu wszystkich części ciała dopiero ostatnio weszły w modę, na wiosnę 1939 roku Gołąb postanowił solennie zalecać się do Anielicy samymi rękoma. Konkretnie zaś poprzysiągł sobie, że przekształci skromną chałupę jej rodziców w dom, który stanie się przedmiotem zawiści pozostałych dwudziestu siedmiu mieszkańców Półwsi, że zrobi z niego mieszkanie wywołujące hosanny na wysokościach u każdego, kto go zobaczy.

Poza bratem Jakubem Gołąb miał osiem sióstr, które nauczyły go, jak ważna jest czysta koszula i ogolone policzki. Następnego ranka, jeszcze przed świtem, włożył swoje najlepsze ubranie, w którym bywał w kościele, pożyczył ślubne buty ojca i wyruszył w długą drogę przez dwa wzgórza i trzy doliny do drzwi rodzinnego domu Hetmańskich. Zapukał i czekał cierpliwie na wąskiej ścieżce zarośniętej chwastami i błotnistej od spływającej po zboczu wody. W końcu w drzwiach stanął pan Hetmański.

– Wybaczcie, panie, że nachodzę was tak wcześnie rano. Chciałem jednak spytać, czy nie mielibyście nic przeciwko temu, żebym nieco naprawił wasz dom. Oczywiście bez zapłaty.

– Chcesz naprawić mój dom?

– Bez zapłaty.

– A jak się nazywasz?

– Wszyscy nazywają mnie Gołąb.

Pan Hetmański stał w nocnej koszuli i z namysłem drapał się w brodę.

– A konkretnie o jakich naprawach myślałeś?

– No, na przykład ta ścieżka. Można by ją wyłożyć kamieniami… Można by zbudować mur wokół ogrodu, by nie wchodzili Cyganie… I w okna można by wstawić szyby… I może nowy blaszany dach…

Pan Hetmański zdusił parsknięcie.

– Mówisz, że za darmo?

Inny człowiek mógłby się poczuć urażony, a nie rozbawiony, pan Hetmański jednak był góralem, nie chłopem, dlatego też wolał cieszyć się swoją ziemią niż na niej pracować. Ponadto ostatnio pojawiało się w okolicy tylu młodych ludzi, że doskonale wiedział, o co Gołębiowi chodzi: że prośba dotyczy pracy nie przy chałupie, tylko gdzieś w pobliżu jego piętnastoletniej córki Anielicy. Ten chłopak przynajmniej był na tyle przyzwoity, że przyszedł do drzwi i zaoferował coś pożytecznego.

– A skąd wiem, że nie rozwalisz mi domu?

 

     (   |   2   |  3  |  4  | ... następna strona>>)